Coś w rodzaju dyskusji o Canoe Expedition Danube 2008 przetoczyło się parę dni temu po p.r.k. Niespecjalnie chyba twórcza ta dyskusja była, ale nie o tym chcę pisać. Otóż zaciekawiło mnie niezwykle wprowadzenie na stronie ekspedycji. Czytamy tam:
“…zespół składający się z czterech, starannie wyselekcjonowanych osób spróbuje ustanowić rekord Polski w długości dziennego przepływu…”
Dwie kwestie ciekawią mnie bardzo i nie ustanę w wysiłkach, aż się dowiem:
- kto i w jaki sposób przeprowadzał tę “staranną selekcję”?
Temat pachnie mi jakoś tak dziwnie, bo nie wiem, czy w tej selekcji chodzi o jakąś produkcję nadludzi, to znaczy nadkajakarzy, czy może raczej o jakąś “selekcję” przeprowadzaną przez “selekcjonera” - ale kto nim był? Leo strikes back? Ciekawe, ilu odpadło?
- jaki jest obecnie rekord Polski w dziennym przepływie?
Zajmowałem się trochę przepływomierzami, więc wiem, o co chodzi, ale nijak pojąć nie mogę, jak się dzienny przepływ Dunaju (i w ktorym miejscu) ma do Polski? Pewnie łatwiej byłoby pobić rekord na Amazonce, bo tam przepływy znacznie większe, niż na Dunaju.
Znowu sucho - przez ostatnie dwie godziny dzisiejszego pływania (18-20) wydawało mi się, że woda spada w oczach. Ciągle “odkrywałem” jakieś nowe kamienie, których wcześniej nie czuło się. Prognoza nie wygląda obiecująco - jutro można liczyć na co najwyżej przelotne deszcze, więc weekend raczej będzie suchy.
Przy okazji dzisiejszego pływania zlecono mi też pokazanie, że opisywane w “Kajakiem bezpiecznie” opuszczenie kajaka na wodzie bez wywrócenia go, jest możliwe. No i udało się: ja co prawda wolałem do demonstracji wziąć Diablo (bo z Energii to nawet na brzegu wyjmuję się ładnych parę minut i nigdy nie mogę od razu znaleźć obu nóg), ale młodzież potrafi i z EZ wyskoczyć na sucho.
Wszystko było filmowane, więc jak się tylko uda, wstawię tu jakieś zdjęcia i filmy. Chyba jest tego całkiem sporo.
Po wczorajszej całonocnej chyba ulewie było dziś w Białce dosyć wody. Ciekawe, na jak długo starczy. Podobno jutro znowu ma padać, ale nie za dużo.
Co najmniej 10 osób zginęło dziś w wypadku na rzece Sava w Słowenii. Agencje podają różne informacje, ale wydaje się pewne, że wypadek miał miejsce na sztucznym progu na miejscu budowy elektrowni wodnej w miejscowości Sevnica. Z niefachowego opisu wynika chyba, że dwie kanadyjki, wiozące w sumie 10 do 14 osób wywróciły się w rejonie budowy elektrowni. Podobno tylko jedna osoba zdołała się wydostać na brzeg. Liczba ofiar sięgnie być może 13.
Więceji + filmy i zdjęcia na stronie słoweńskiej TV
PS
Angielskie media piszą o syfonie, ale film ze słoweńskiej TV pokazuje wyraźnie sztuczny próg.
PS2
Dziś w Onecie pojawiło się tłumaczenie z CNN. Powielają błędną informację o wessaniu do tunelu. Tymczasem film słoweński jasno pokazuje, że chodzi o paskudny odwój za sztucznym progiem.
Jestem w Jurgowie. Przyjechałem dziś rano, ale jeszcze nie zdążyłem popływać. Zresztą specjalnie nie ma w czym: Białka sucha strasznie.
Z jednej strony chciałoby się ładną pogodę mieć, ale z drugiej - przydałyby się dwa dni z solidnym deszczem!
Strasznie zniszczono, niestety, okolicę połączenia Białki i Jaworinki. Wykonanie ujęcia wody dla naśnieżania stoku w Jurgowie pociągnęło za sobą zniszczenie “plaży” nad Białką. Ciekawe, co stanie się po kilku wezbraniach, bo mam wrażenie, że brak kamieni z górnej części plaży może spowodować przesunięcie koryta Białki. Ale to jeszcze nie w tym roku, chyba, że się jakaś powódź przytrafi. Ale chyba nie dziś w nocy…
Tak mi jeszcze przychodzi do głowy, że chyba jednak błędem było zrezygnowanie z opcji WKW-pomnik Syrenki. Wydaje się, że dla przeciętnego kandydata do MK dystans 25 kilometrów wydaje się “baaaaardzo dłuuuugi” i odstrasza. Co innego 5 kilometrów - zwłaszcza, jak kajak dadzą za darmo albo prawie za darmo.
Zwróciliście uwagę, że tak na oko 75% płynących nie tylko nie umiało wiosłować, ale nawet siedzieć poprawnie w kajaku? Dla kogoś, kto leży na oparciu i wiosłuje samymi rękami, te 25 kilometrów musi być udręką - nic dziwnego, że grupa się tak rozciagnęła.
W sumie podziwiam psychikę ludzi, którzy uprawiają kajakarstwo często bardzo długo i nie umieją usiaść w kajaku. Determinacja musi być naprawdę duża, żeby wytrzymywać taką pozycję i jeszcze ją lubić. I jakie ręce silne trzeba mieć, jeśli tylko ich używa się do napędzania łódki.
Kazik był tak miły i dał mi się trochę pobawić tą łódką w trakcie Pikniku. Cóż. Łódka piękna, szybka (choć spodziewałem się jeszcze szybszej) i lubiąca pływac prosto. Mi to specjalnie nie odpowiada, bo lubię skręcać, ale z drugiej strony, jak ktoś ceni przede wszystkim efektywność w pokonywaniu dystansu i pływa po dużej wodzie…
Siodełko niewygodne. Siedziałem z nogami wyprostowanymi (lekarz mi mówił, że to bardzo niezdrowo) i po 10 minutach zaczęło mnie strasznie boleć lewe biodro. Ale stary jestem i mało rozciągnięty - młodzi pewnie poradzą sobie z niewygodną pozycją.
W sumie to dosyć zazdroszczę Chłopakom-z-Hobbo, że moga sobie takie różne łódki wymyślać. Jakbym był na Ich miejscu, to pewnie zacząłbym od podciągnięcia do góry pokładu przed kokpitem, żeby można było ugiąć nogi w kolanach. Pewnie to nie po aleucku, ale dużo wygodniej
Tylko czemu nazwa taka dziwna? Trzeba było albo po polsku nazwisko Вениаминов transliterować i wtedy Wieniaminow albo po angielsku konsekwentnie i wtedy Vieniaminov (trochę też w Enc. Britannica).
Tak narzekam, narzekam i pewnie głupio robię, bo wiele wskazuje na to, że będę chciał kupić kanadyjkę z Hobbo. I wtedy, zdaje się, ciężko będzie utargować jakąś zniżkę 
Warszawski Piknik Kajakowy podłącza się w tym roku do dużej imprezy Święto Wisły. Moim zdaniem pomysł kiepski - ale ja jestem słaby medialnie i pewnie się mylę. Ale odrzucają mnie teksty takie, jak ten tutaj. Niezły bełkot o “evencie”, na którym ciężko będzie wytrzymać w hałasie silników.
I ten program:
Z pomostów odpływają RIB-y z Sobótkami na pokładach. Za nimi ruszają skutery wodne. Wszystkie jednostki są wyposażone w kandele.
Odpływają za Most Świętokrzyski
Popłakałem się ze wzruszenia.
W zeszłym roku “masa krytyczna” przepływała przez całe miasto - w tym roku zatrzyma się na jego początku - bo przecież Warszawa nad Wisłą zaczyna się od Mostu Łazienkowskiego. Pewnie duża impreza daje jakieś korzyści, ale ja na razie widzę więcej strat. No - ale zobaczymy w sobotę.